wtorek, 5 listopada 2019

Alte-tam, gdzie nie docierają turyści-Portugalia, październik 2019

Z czym kojarzy się południowa Portugalia ? Oczywiście z pięknymi plażami . Jednak Algarve ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko klifowe wybrzeże i szerokie plaże pokryte złocistym piaskiem. Nie wszyscy jednak mają ochotę odkrywać urocze zakątki tego najbardziej popularnego regionu Portugalii . Ja oczywiście muszę zboczyć z utartych szlaków i dotrzeć tam, gdzie innym się nie chce . Podczas mojego krótkiego pobytu w Algarve udało mi się odwiedzić kilka takich miejsc, gdzie turyści masowo nie docierają . Plaże będą również a jakże, ale najpierw skupię się nad miejscami mało uczęszczanymi. Zacznę od małej wioski położonej w centralnym Algarve- Alte 


niedziela, 20 października 2019

Dom na moście i piękne widoki, czyli Ambleside i Lake District-wrzesień 2019

Obiecywałam sobie już kilkakrotnie,że wrócę do pisania...Minął kolejny miesiąc a ja nic nie napisałam. Nie, nie dlatego, że nie miałam o czym. Dopadło mnie blogowe zniechęcenie. Chciałabym jednak uporządkować wszystkie nasze podróże, bo brakuje już tutaj wpisów z wakacji w zeszłym roku, a minione też czekają na moje lepsze dni. Może jesienne długie wieczory będą moimi sprzymierzeńcami.


poniedziałek, 13 maja 2019

Derwent Reservoir-maj 2019

Nie będę kłamać...często ciągnie mnie gdzieś dalej niż w najbliższą okolicę. Bliskie mojemu sercu jest Yorkshire i Lake District. To pierwsze za piękne małe, klimatyczne miasteczka, to drugie za widoki dające ucztę moim oczom. Zdarzają się jednak weekendy, rzadko to fakt, kiedy nie chce mi się spędzać w aucie kilku godzin. Nie chce mi się także siedzieć w ogródku, ponieważ moje niezdiagnozowane ADHD daje o sobie znać po półgodzinnym leżakowaniu.
Ostatnia niedziela była właśnie taka, że "gdzieś bym pojechała, ale niezbyt daleko". Padło zatem na Derwent Reservoir , nad którym byliśmy już niejednokrotnie. Tym razem chciałam jednak zabrać dzieciaki na coś dobrego, coś czego jeszcze nie próbowały. Oczywiście nie tak hop siup, bo najpierw tam musimy dotrzeć, a ja zazwyczaj nie kładę wszystkiego dzieciom pod nos. Co to oznacza? Oczywiście, długi spacer, a później nagroda.


środa, 1 maja 2019

Kolorowy zawrót głowy w Poznaniu-wrzesień 2018

Wracam po dłuższej przerwie do pisania. Może nie stracę zapału jak to było rok temu. Trochę zmian wprowadziłam na blogu począwszy od nazwy, kończąc na samych wpisach. Będą nieco inne niż dotychczas. Nie będę się trzymała ściśle chronologii i opisywała dzień po dniu z każdego mojego wyjazdu. Jeżeli macie ochotę zostać, zapraszam. 
W Pacanowie kozy kują, a w Poznaniu koziołki się trykają. 


sobota, 27 kwietnia 2019

Spacerem w stronę Douro-Porto-kwiecień 2018

Wychodząc z naszego apartamentu przy Rua de Santa Catarina kierujemy się w dół ulicy. Naszym celem było dotarcie do rzeki Douro i najstarszej dzielnicy Porto, Ribeirii. Mijamy kolejny, piękny kafelkowy kościół Igreja de Sto Ildefonso.

poniedziałek, 4 marca 2019

Spacerkiem po Porto.

Miałam szczęście mieszkać w Porto przy jednym z bardziej popularnych deptaków w mieście-Rua de Santa Catarina. Początkowo miałam obawy, czy nie będzie zbyt głośno, jednak mój apartament znajdował się już na samym jej końcu i niewielu turystów zapuszczało się w te rejony. Miałam natomiast bardzo blisko do stacji metra Bolhao i to mnie bardzo cieszyło, ponieważ kilkakrotnie z niego skorzystałam. Po przekątnej wejścia do stacji metra, znajduje się przepiękny kościół Capela das Almas. Mijałam go codziennie podczas mojego krótkiego pobytu w Porto. 



sobota, 19 stycznia 2019

Porto-kwiecień 2018



W Porto byłam już prawie rok temu. Niestety ostatnio (delikatnie to ujmując)  trochę mój zapał opisywania moich podróżniczych przygód nieco osłabł. Podjęłam już kilka prób w ciągu roku  wskrzeszenia bloga, ale bezskutecznie. Nie znaczy to, że nic się nie działo w 2018 roku, bo kilka ciekawych miejsc udało mi się odwiedzić, jednak dopadł mnie jakiś leń w palcach.  Ponieważ będę się trzymać chronologii na pierwszy rzut pójdzie Porto, które odwiedziłam w kwietniu 2018.
Oglądam zdjęcia i nie mogę się nadziwić, że ja faktycznie tam byłam, że kolejne podróżnicze marzenie własnie się spełniło. W takich sytuacjach jest mi strasznie żal, że już to przeżyłam, że jeszcze tam nie jestem, albo, że jeszcze nie jestem na etapie samego planowania.
Było, minęło, trzeba iść do przodu i spełniać nowe marzenia. Ale ja do Porto kiedyś wrócę, tak samo jak do Lizbony. I odwiedzę południe Portugalii ( to jedno z kolejnych podróżniczych marzeń) , bo ten kraj mnie oczarował. Gdybym tylko znała przyzwoicie język, aby znaleźć przyzwoicie płatną pracę, już jutro pakowałabym cały swój dobytek i przeniosłabym się do któregoś z małych portugalskich miasteczek.

środa, 3 stycznia 2018

Penshaw Monument i Sunderland-grudzień 2017

Naszą małą tradycją stają się krótkie wycieczki w ostatni dzień roku. 
2017 rok pożegnaliśmy mini podróżą nad Morze Północne. Oczywiście bywaliśmy tu już nie raz i nie dwa, ale czasami lubimy odwiedzić stare kąty. 
Tym bardziej, że zima to dla mnie czas, kiedy nic mi się nie chce. Nawet podróżować dalej niż najbliższa okolica. 
Korzystając z obecności mojego taty pojechaliśmy zobaczyć po raz piąty chyba Penshaw Monument, o którym już napisałam kilka lat temu krótką notatkę na blogu KLIK 


piątek, 15 grudnia 2017

Stirling Castle-listopad 2017

Kto rano wstaje...ten w spokoju zwiedza zamek Stirling. Docieramy na parking przed godziną 10. Oprócz nas jest może 15 samochodów. Opłaca się być zorganizowanym, o czym przekonamy się  wychodząc z obiektu. 

Pomnik Roberta the Bruce, króla Szkocji.

wtorek, 5 grudnia 2017

Bothwell Castle-listopad 2017

Miałam ostatnio pogawędkę, już kolejną z mamą kolegi z klasy Hubcia. Pogawędkę na ten sam temat-podróży. Zobaczyła nasze zdjęcia ze Szkocji na Facebooku i zaczyna zagajać, że my to mamy tak fajnie, bo ciągle gdzieś jeździmy, a oni byli tylko w wakacje z chłopcami w Hiszpanii ( dodam od siebie, że 2 tygodnie all inclusive). Mówię do siebie, uspokój się, nie podnoś sobie ciśnienia. I odpowiadam, że widziałam jej zdjęcia na "twarzoksiążce", że byli z Andym i chłopcami u "Chińczyka" na obiedzie w niedzielę. I zaczynam tłumaczyć, że my owszem jeździmy, bo lubimy, ale nie chodzimy po knajpach. Jedzenie biorę z domu, w termosy, bo takowe posiadam i jedyny koszt to paliwo, ewentualnie lody, albo naparstek ;). Mówię do niej również, że nie byliśmy przecież w tym roku nigdzie poza UK, a mój wyjazd do Polski wie, czym był spowodowany, bo o tym już kiedyś rozmawiałyśmy. Na co ona, tak, tak wiem, ale i tak wam zazdroszczę, bo Ty wyszukujesz takie miejsca, o których ja istnieniu nie wiem. 
Zatem dziś zabiorę Was do miejsca, o którym Kim na pewno pojęcia nie ma. W sumie nie ma jej się co dziwić, jest rodowitą Angielką, a nie Szkotką.
A zatem z Lockierbie, o którym napisałam ostatnio, kierujemy się w stronę Glasgow. Lubimy jeździć tą autostradą, widoki są piękne i piejemy z zachwytu, bo to nasz pierwszy raz w Szkocji o tej porze roku. Gdzieś tam na lewo jest Fort William, do którego może kiedyś uda nam się dotrzeć i zobaczyć Ben Nevis-najwyższy szczyt Wysp Brytyjskich pokryty śniegiem.